życie na Krecie

Podróż samochodem z Krety do Polski.

Podróż samochodem z Krety do Polski.

Podróżowanie po Europie ze zwierzętami to, wydaję się,  bardzo prosta sprawa. Jednak, tak samo jak podróżowanie z dziećmi, wymaga przynajmniej odrobiny planowania i zaangażowania. 

Po przeczytaniu kilku forów i porównaniu opinii znawców, namawiających do jazdy przez Serbię i Macedonię, biorąc pod uwagę stanie w kolejkach na granicy, kontrolę celną i prawdopodobną konieczność wręczania zwyczajowej łapówki celnikom stwierdziliśmy, że nadłożymy około 200 kilometrów i pojedziemy drogą wewnętrzną Unii Europejskiej przez Bułgarię i Rumunię.

Wspólnota Europejska ma swoje minusy, ale jej wielkim plusem jest na przykład jednolite prawo odnośnie transportu zwierząt, więc procedura jest prosta: paszport, szczepienia i odrobaczenia.

Pierwszym etapem naszej podróży był prom z Chanii do  Pireusu. Wybraliśmy linię Minoan Lines na trasie Chania – Heraklion – Pireus, a ponieważ prom płynął kilkanaście godzin, zarezerwowaliśmy kabinę z możliwością podróżowania ze zwierzętami (historia dlaczego nie zostawiliśmy naszych zwierząt – i nie polecamy tego robić – w przeznaczonych do tego kojcach na statku, zasługuje na osobny post). Rezerwacji można dokonać bezpośrednio na stronie prewoźnika (www.minoan.gr), lub na stronie www.directferries.pl.


Życie na Krecie

Prom dotarł na miejsce o 7 rano, następnie około 7 godzin jechaliśmy bardzo bezpieczną grecką autostradą, chronioną co kilkadziesiąt kilometrów przez policjantów uzbrojonych w ręczne mierniki prędkości. Opłaty za przejazd autostradą kosztowały około 40 euro

Przy przekraczaniu granicy z Bułgarią, grecki celnik po usłyszeniu, że jedziemy do Polski sprawdził tylko paszporty, nie kryjąc zdziwienia tak długą trasą. Natomiast bułgarski celnik życzył nam od razu miłej podróży, pogłaskał wystający przez okno nos naszego psa i obyło się bez żadnej kontroli. 

Jadąc w kierunku Sofii widzimy w oddali góry, a przy autostradzie przepiękne, ciągnące się kilometrami winnice. Co jakiś czas pojawiały się służby sprawdzające winiety, więc nie warto na nich oszczędzać. Weekendowa winieta to koszt około 5 euro. Można ją kupić na granicy, lub przez internet, tutaj: https://web.bgtoll.bg

Od Sofii do granicy z Rumunią jechaliśmy przez górski odcinek, około 40 kilometrów, tak kręty i stromy, że ciężko było wrzucić czwarty bieg, choć widoki pewnie byłyby imponujące, gdyby nie fakt, że już było ciemno.

Rumuńską granicę przekroczyliśmy w okolicy miasta Widyń. Po przejechaniu mostu zastępującego przeprawę promową (płatny 6 euro podczas kontroli wyjazdowej), bułgarscy celnicy sprawdzili nam dokumenty samochodu, a rumuńscy tylko paszporty. Na rumuńskich autostradach również obowiązuje wykup winiety, która na weekend kosztuje 3 euro. Można ją wykupić tutaj: https://m.roviniete.ro/en/

Rumunię, którą przejechaliśmy nocą w kierunku Segedyna, zawsze wyobrażałem sobie jak Ukrainę, którą zwiedzałem 10 lat temu. Ku mojemu zaskoczeniu, opinie na temat tego kraju są bardzo krzywdzące – autostrady i drogi szybkiego ruchu są w całkiem niezłym stanie. Nie polecam jednak zatrzymywania się tam na odpoczynek w nocy – zdarzyło nam się, że pewien osobnik próbował najpewniej zabrać się z nami w dalszą podróż, lub przynajmniej zabrać w tą podróż nasz samochód (ale nasz piesek nakłonił go do zmiany zdania…).

życie na Krecie
Najlepsze zabezpieczenie antywłamaniowe!

W Bułgarii i Rumunii mijaliśmy budowy odcinków nowych autostrad, które prawdopodobnie staną się częścią planowanej drogi Via Carpatia. Myślę że wtedy Polska zapewne “dobuduje” odcinki po swojej stronie. 

Na wjeździe do Węgier celnik, z uśmiechem oglądając nasze paszporty, cytował po polsku lokalną wersję znanego powiedzenia: Węgier – Polak dwa bratanki, więc równie zadowoleni jechaliśmy w kierunku Budapesztu.

Na Węgrzech koszt winiety to około 11 euro i można, tak jak w poprzednich krajach, kupić ją na granicy, lub ominąć czekanie i ułatwić sobie życie, kupując ją tu: https://ematrica.nemzetiutdij.hu/

Po minięciu Budapesztu wjechaliśmy na Słowację i jadąc przez zapierające dech w piersiach okolice Trenczyna, czyli byłe włości Bolesława Chrobrego, kierowaliśmy się na północ w kierunku Cieszyna. Przejazd przez Słowację również wymagał winiety, która kosztowała 10 euro, a ok 40 kilometrowym odcinek przez Czechy jechaliśmy tylko darmową drogą szybkiego ruchu. Słowacką winietę można kupić tu: https://eznamka.sk/pl

Czechy, w przeciwieństwie do Słowacji, należą do grupy krajów, w których trzeba mieć winietę przyklejoną do szyby, zatem jej zakup trzeba zaplanować na tyle wcześniej, żeby poczta zdążyła ją dostarczyć. Można też fizycznie dokonać zakupu winiety, na przykład na stacji benzynowej. Dlatego też stanowczo nie protestowałem, kiedy nawigacja ze względu na duży ruch zaproponowała zmianę trasy na taką, która wykluczyła konieczność jazdy czeskimi autostradami.

Do Polski wjechaliśmy w Cieszynie, a stamtąd już tylko dwie godziny dzieliły nas od naszego celu.

Będąc pod wrażeniem łatwości podróżowania szczególnie przez Bułgarię i Rumunię w drogę powrotną jedziemy tą samą trasą, tylko w odwrotnej kolejności.

Ten post jest przydatny? Zostaw komentarz i podziel się swoją opinią!

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *